Na mapie marzeń na 2023 miałem plan na 3 wschody słońca
. Pierwszy na molo w Sopocie z kawiarką, drugi to morsowanie o wschodzie i trzeci to wschód słońca w górach. Przez całe lato za dużo sie działo i Górski wschód spadł na grudzień. Początkowo miała być kawa z kawiarki
na szczycie ale pomysł szybko się rozwinął do wersji pełnego śniadania z jajecznicą na boczku
.
I tak oto wczoraj o 3:30 nad ranem czterech Gentlemanów
z patelnią na plecach ruszyło na szlak. Akcja dla mnie i Jarka o tyle gruba, że przyjechaliśmy z Gdańska pociągiem i totalnie bez snu weszliśmy na szlak ale jak zwykle w takich sytuacjach emocje trzymały nas przy życiu.
Najpierw śnieg![]()
![]()
po kostki, potem już po kolana. Niebo pełne gwiazd
, i wschód słońca w kolorze czerwono-pomarańczowym. Na szczycie juz ostry wiatr. Rozpalanie kuchenek przy -7*C okazało się wyzwaniem. Tomek robił jajecznicę a ja kawę. Śmiesznie bo góra kawiarki była w lodzie a dół na ogniu. Finalnie udało się zrobić i kawę i jajecznicę.
Zejście juz było w śniegu po kolana a czasem po pas. Na koniec Tatra w schronisku i powrót do bazy.













